czy wesele to potlacz?

Interesującym aspektem podczas analizy współczesnego wesela jest potlacz i wymiana darów. Są to zjawiska znane badaczom z najdawniejszych czasów. Jego obszerną analizę przeprowadził Marcel Mauss, w swej książce Szkic o darze. Forma i podstawa wymiany w społeczeństwach archaicznych. Z perspektywy niniejszej publikacji nie będę dokładnie prezentować teorii Mussa. Spróbuję przeanalizować to zjawisko we współczesnym weselu.

Wesele w swoim przebiegu wpisuje się w system świadczeń całościowych, zwłaszcza poprzez wymianę darów. W kulturze staropolskiej wymiana podarków podczas wesela była równie dobrze znana i często praktykowana. Jak picze Zygmunt Gloger:

„Tak w dalekiej starożytności jak i narodowym obyczaju naszym przywiązywana jest wielka waga do darów. Wzajemny podarunek oblubieńców jest jakby zakładem i rękojmią ich uczuć. Stąd w obrzędach weselnych ważne zajmuje miejsce dawanie podarków: jużto dawanie sobie wzajem przez narzeczonych, już przez młoduchę rodzicom męża a przez pana młodego rodzicom żony, już wzajemne obdarzanie się drużbów z drużkami, już też obdarzenie domowników i ludzi obcych na drodze do kościoła spotkanych, już wreszcie obdarzenie młoduchy przez wszystkich weselników i mieszkańców sioła na nowe jej gospodarstwo”¹.

Obecnie wymiana darów również funkcjonuje na wielu płaszczyznach. Najbardziej oczywiste są prezenty od gości dla nowożeńców, które wciąż mają znaczenie, o którym pisał Gloger. Mają wesprzeć nowożeńców podczas budowania nowego gospodarstwa. Nie można jednak zapomnieć, że na większości polskich wesel państwo młodzi dziękują i wręczają prezenty swoim rodzicom, gdzie rytuał ten przeważnie przebiega krzyżowo. Panna młoda wręcza prezent rodzicom męża, a pan młody rodzicom żony. Prezenty mają często stanowić symboliczną rekompensatę za trud wychowania małżonków i pomoc podczas organizacji wesela. Szczególnie wyraźnie widać to na weselach, w których rodzice mieli też znaczący udział finansowy.

Wielokrotnie w rożnych analizach można się spotkać z określeniem wesela jako potlaczu. Czy słusznie? Elementy potlaczu, widać głównie w wystawności przyjęć weselnych. Od zawsze na weselach musiał panować dostatek nie mogło zabraknąć jedzenia i picia, co powodowało, że przyjęcia były nad wyraz wystawne i obfite. Tomasz Szlendak, a artykule pt. „Bobo po polsku„, wysnuwa tezę, że

„Scenariusz wesela nie wynika więc z rzeczywistych potrzeb nowożeńców i gości, a z reguł jakimi rządzi się potlacz, wymagający symbolicznego, nieracjonalnego i niemożliwego do spożytkowania przesytu”².

Jednak czy ten argument wystarczy, aby nazwać wesele w swej formie potlaczem? Według mnie na większości wesel nie są spełnione podstawowe warunki potlaczu, jakim jest współuczestnictwo i rywalizacja grup. Nie występują również zachowania agonistyczne, co jest niejako wpisane w charakterystykę potlaczu, który Mauss inaczej nazywa „całościowymi świadczeniami w typie agonistycznym”. Pewną formę potlaczu można jednak znaleźć w innym zjawisku. Świetnie scharakteryzował je Thorstein Veblen:

„U narodzin wspólnego biesiadowania leżą prawdopodobnie względy towarzyskie i religijne. Funkcjonują one także w dalszych stadiach rozwoju kultury, lecz przestają być motywami wyłącznymi. Późniejsze biesiady i zabawy klasy próżniaczej mogą w niewielkim stopniu zaspokajać potrzeby religijne, w większym stopniu potrzeby rozrywkowe i towarzyskie, lecz służą również jako jedna z form rywalizacji. Służą wcale dobrze, ponieważ ukrywają istotne motywy za szyldem innych, niezabarwionych rywalizacją, a więc łatwiejszych do ujawnienia”³.

Dość często nowożeńcy jak również ich rodzice mają dylemat podczas tworzenia listy gości. Stale pojawiającym się argumentem jest „czy wypada nie zaprosić dalekiego znajomego bądź krewnego, którego nie darzymy wyjątkową przyjaźnią, ale byliśmy kiedyś na weselu jego lub jego dzieci?”. W wielu środowiskach warunek rewanżu jest bezwzględny. Często jednocześnie organizatorzy w swej próżności chcą pokazać większą klasę, organizując wesele bardziej wystawne od wesel swoich znajomych czy krewnych, nierzadko według zasady „postaw się a zastaw się”. Wtedy faktycznie można wpaść w pułapkę potlaczu. Niemniej rywalizacja kończy się tak szybko jak się zaczęła, ograniczając się do jednej imprezy. Oczywistością jest, że nie da się wzajemnie licytować wewnątrz pewnej wąskiej grupy, wyprawiając nieskończoną liczbę wesel, co wynika z charakteru tej imprezy.

Przypisy:

1. Z. Gloger, Obchody weselne, Kraków, 1869, s. 88.

2. T. Szlendak, Bobo po polsku. Rzecz o zremasterowanej klasie próżniaczej. Dostępny w Internecie: http://odra.okis.pl/article.php/98.

3. T. Veblen, Teoria klasy próżniaczej, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2008.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *