współczesny ślub jako obrzęd przejścia cz.II (etapy)

[…] Przypatrując się współczesnym ślubom zawieranym w wielkich miastach, ciężko dostrzec echa obrzędów przejścia z charakterystycznym okresem wyłączenia i włączenia, o których pisał van Gennep. Czy oznacza to jednak, że rytuały przejścia obecnie całkowicie przepadły?

Bardzo ciekawą tezę wysnuł Krzysztof Cibor w artykule pt. „Tytanowe gody. Weselne rytuały”. Autor sugeruje, że w obecnych czasach podczas wesela nic nie zostało z tradycyjnego i doniosłego społecznie rytuału przejścia. Cibor podkreśla

left alignnone
„Przecież charakterystycznej struktury rytuału przejścia – którego uczestnik jest wyłączany ze społeczeństwa, poddawany próbom i włączany z powrotem na wyższy stopień wtajemniczenia – nie ma ani współczesny ślub, ani wesele.”¹

Jednak nie oznacza to, że ten element całkowicie gdzieś zaginął. Według autora, obecnie można zauważyć go tylko w okresie poprzedzającym, czyli okresie narzeczeństwa, podczas którego przyszli państwo młodzi organizują uroczystość. Jest to wg niego okres, kiedy para jest poddawana wielu próbom i musi wspólnie stawić czoło licznym wyzwaniom, walcząc wręcz z całym otoczeniem. Cibor trochę złośliwie zauważa, że

left alignnone
„Rodziny, urzędnicy, kapłani, sprzedawcy itp. prowadzą nupturientów na skraj fizycznego i psychicznego wyczerpania, by stamtąd wprowadzić na ślubny kobierzec.”¹

Oczywiście rytuał przejścia podczas okresu narzeczeństwa w tym przypadku jest odmienny od opisywanego przez van Gennepa. Dotyczy przede wszystkim narzeczonych i nie jest tak głęboko osadzony w społeczności, do której oni należą. Nie dotyczy też aspektu ekonomicznego, który w mniej cywilizowanych społeczeństwach był przeważający. Podążając za autorem, przeanalizujmy pokrótce, czy rzeczywiście okres przygotowań do ślubu konkordatowego (jako najbardziej skomplikowanego organizacyjnie) i wesela, można nazwać rytuałem przejścia.

Autor wydziela z całości przygotowań dwanaście punktów, które pokazują typowy wg niego rytuał przejścia, począwszy od wykluczenia narzeczonych, a skończywszy na ponownym wstąpieniu do wspólnoty, jako już innych osób, czyli nowożeńców. Zaczynamy o decyzji o dacie. Ten niby prozaiczny moment, ma jednak duże znaczenie, bowiem narzeczeni postanawiają, przez jaki czas będą poddawani „naciskom, deprywacjom, próbom”. Z praktyki wynika, że optymalnym czasem, pozwalającym spokojnie przejść przez okres przygotowań i zdążyć ze wszystkimi elementami, jest rok. Jednakże świadomość, że ten okres daje możliwość zapanowania nad przygotowaniami jest złudna. Cibor za Victorem Turnerem podkreśla, że

left alignnone
„okres wyłączenia jest antystrukturalny i chaotyczny, a poddający się rytuałowi czasowo lub całkowicie tracą rozeznanie w dotyczących ich zabiegach.”¹

Tak też się dzieje w trakcie przygotowań do ślubu.

Kolejnym etapem rytuału przejścia jest zdobycie aktu urodzenia i metryki chrztu, co w artykule zostało przedstawione jako podróż do źródeł swego istnienia. Podobne znaczenie ma trzeci element podróży, czyli wizyta w Urzędzie Stanu Cywilnego, w celu dopełnienia formalności. Tam narzeczeni pokonują kolejny stopień na drodze do samoświadomości, decydując w sprawach nazwisk swoich i dzieci.

Następnymi krokami wtajemniczenia jest ustalenie listy gości i rozwożenie zaproszeń, podczas których młodzi zapoznają się ze skomplikowaną strukturą swoich rodzin i wszelkich koligacjach. Ponadto moment wręczania zaproszeń przyrównany jest do znanych z wielu kultur praktyk pielgrzymkowych, podczas których narzeczeni wystawiani są na liczne próby i pytania.

Jako szósty element i chyba najcięższy, Cibor wymienia nauki przedmałżeńskie. Na tym etapie jest najwięcej punktów wspólnym z typowym rite de passage. Przede wszystkim obowiązuje tutaj milczenie. Uczestnicy kursów mają zakaz opisywania innym osobom przebiegu spotkań, co jest niejako potwierdzeniem inicjacji, podczas której nupturienci zdobywają wiedzę niedostępną dla niewtajemniczonych. Przebieg i zakres nauk przedmałżeńskich ma również na celu głębokie poznanie siebie nawzajem, co jak podkreśla Cibor przypomina zejście na dno wiedzy o sobie nawzajem. Na tym dnie narzeczeni ocierają się o śmierć, jeśli nie są wystarczająco dojrzali oznacza to w tym przypadku śmierć ich związku. Jest to bardzo charakterystyczny element rite de passage. Jeszcze silniejsze analogie do praktyk inicjacyjnych autor znajduje w tzw. weekendach dla narzeczonych. Wtedy do wyżej wymienionych elementów dochodzą aspekty izolacji z naturalnego środowiska (weekendy odbywają się w specjalnych domach rekolekcyjnych poza miastem) oraz olbrzymia intensywność zajęć, które tym mocniej wpływają na postawę narzeczonych i mogą doprowadzić do rozpadu pary. Podobne znaczenie ma tzw. badanie kanoniczne, czyli wywiad księdza udzielającego ślubu z narzeczonymi. W tym przypadku dochodzi dodatkowo próba rozdzielenia pary, kiedy ksiądz przepytuje każdego z osobna zadając ciężkie pytania o motywacje, plany na przyszłość itp.

Kolejnym etapem, w którym kościół odgrywa zasadniczą rolę w tym przedślubnym rytuale przejścia są zapowiedzi. Tutaj znaczenie podobne jest do próby listy gości. Wtedy narzeczeni zapoznawali się ze strukturą swoich rodzin, teraz odświeżają wiedzę na temat społeczności religijnej, do której przynależą i w której oficjalnie funkcjonują.

Odważnie, bo do szaleństwa praktyk ekstatycznych autor artykułu porównuje etap dokonywania podstawowych zakupów ślubnych, czyli obrączek, sukienki i garnituru i dodatków do strojów. Twierdzi, iż w piekle centrów handlowych, gdzie panuje wszechogarniający „hałas, tłum, przepychanki, bolesne starcia różnorodnych gustów i oszałamiające ceny”, narzeczeni poddawani są jednej z najcięższych prób. Po tym przejściu młodzi rodzą się jako „ludzie policzeni”, znający swoje rozmiary w każdym calu i świadomi, „w jakim miejscu swojego ciała realizują normy, a w jakim od nich odbiegają”¹.

Jako dziesiąty punkt przedślubnego rytuału przejścia Cibor wymienia wybór samochodu. Może wybór zaskakujący, jednak na tym przykładzie autor wyjaśnia, że wybór poszczególnych wykonawców na weselu, a w jego rozumieniu zwłaszcza samochodu, określa styl, w jakim przyszłe małżeństwo chce żyć. Czy marzą im się „konwencjonalne luksusy”, czy stawiają na klasykę, czy będą otaczać się modnymi gadżetami.

Na sam koniec jako podsumowanie artykułu przeanalizowany jest ślub wraz z weselem. Ślub, to formalne przywrócenie do społeczności, już po przejściu wszystkich inicjacji, zakończenie rite de passage. Zaś wesele, które de facto zaczęło się już podczas tworzenia scenariusza tego dnia i wyborze wykonawców, to przede wszystkim próba udowodnienia, że to nie narzeczeni podejmują decyzję w sprawie własnej uroczystości. Mimo że są jej gospodarzami, to realizują oczekiwania rodziców i rodziny, a przede wszystkim społeczne oczekiwania potlaczy.

Podsumowując, teza wysnuta przez Cibora jest bardzo ciekawa, a autor ją obronił. Jednak przypomnijmy, że powyższa analiza dotyczy ślubu konkordatowego. A co w sytuacji, kiedy ślub jest cywilny, a przygotowaniami do ślubu zajmuje się konsultant ślubny?

cdn. […]

Przypisy:

1. K. Cibor, Tytanowe gody. Weselne rytuały. Dostępny w Internecie: http://rozrywka.onet.pl/prasa/9246,1236089,3,op_cit,tytanowe_gody,druk.html.

2 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *