prawdziwe wyzwanie – polsko-angielskie wesele Ewy i Iaina

Autor: Marzena Ramotowska — Ślubna Pracownia Olsztyn

Nasza przygoda z tą parą rozpoczęła się w tamtym roku w lutym, gdy po telefonie z USA wstępnie umówiliśmy się na spotkanie w maju w Olsztynie. Trwało to troszkę, gdyż Ewa i Iain właśnie byli w trakcie przeprowadzki z USA do Londynu, a stamtąd to już całkiem niedaleko, „rzut beretem” do Olsztyna 🙂

Już po pierwszym spotkaniu wiedziałam, że będzie to prawdziwe wyzwanie: wesele międzynarodowe, na ok. 200 osób, z czego połowa to goście anglojęzyczni. Wyzwanie to okazało się jeszcze większe niż myśleliśmy… w trakcie sobotnich przygotowań czekała na nas niestety niemiła niespodzianka, jaką zgotowała nam pogoda. Nad naszymi głowami przeszły nawałnice i burze, które w mgnieniu oka zniweczyły wszystkie przygotowania ceremonii zaślubin w plenerze i wesela w namiocie. „Zdmuchnęło” nam cały plener i wszystko ze stołów w namiocie, dosłownie chwilę po tym, jak poustawialiśmy winietki, menu, karty z nazwami, prezenty i dekorację. Jedna ze ścian namiotu pod wpływem ciężaru wody, jaka zgromadziła się w czasie deszczu, runęła. Mieliśmy ok. 2,5 godzin na odtworzenie wszystkiego co przygotowaliśmy przez dwa dni – w piątek i sobotę od rana.

Udało się … choć nie było łatwo, można powiedzieć, że dostaliśmy prawdziwą szkołę życia. Musieliśmy przenieść ceremonię zaślubin w zadaszone miejsce, do jednego z pomieszczeń Zespołu Pałacowego, gdyż nad wodospadem, gdzie początkowo miał się odbyć ślub, wszystko było przemoczone (zwłaszcza krzesła w śnieżnobiałych pokrowcach, których ochronę przed deszczem w postaci folii, nawałnica zdmuchnęła w jednej sekundzie). Wszędzie było błoto, kałuże etc.

Działać musieliśmy szybko, gdyż Państwu Młodym zależało, aby wszystko zostało zorganizowane na bardzo wysokim poziomie. Podczas kilkunastomiesięcznych przygotowań, Panna Młoda chętnie angażowała się w dopinanie najmniejszych szczegółów uroczystości, przy czym jej kreatywność i wysublimowany gust świetnie wtórowały całej organizacji. Zależało jej na tym, aby goście z zagranicy poznali naszą tradycję i zwyczaje, a zarazem zobaczyli jak piękna jest Polska. Miejsce, w którym odbyła się ceremonia zaślubin i wesele pokazywało znakomicie to piękno. Na każdym ze stołów umieszczone zostały karteczki z nazwami stołów z różnych najpiękniejszych miejsc w Polsce, wraz z ich zdjęciami, m.in. z Morskiego Oka, Puszczy Białowieskiej, Czarnej Hańczy etc. Oczywiście nie obyło się bez tradycji angielskich, jak na ślub i wesele polsko-angielskie przystało, takich jak: druhny i drużbowie (z ang. ushers), ubrani w jednakowe kreacje, różniące się w przypadku druhen jedynie kolorem sukien. Była „flower girl”, która razem z 2-letnim siostrzeńcem Panny Młodej przeszła środkiem na ceremonii zaślubin, chwilę przed tym, jak Panna Młoda ze swoim tatą ruszyła ku „ołtarzowi”. Tam oczywiście oczekiwał już Pan Młody. Tuż po ceremonii, na dziedzińcu Pałacu odbyło się „drinks receptions”, czyli około 2 godzinny bankiet z szampanem i mini kanapeczkami, który umilał, zresztą jak i uroczystość zaślubin, kwartet smyczkowy. Zapowiedzią plenerowego wesela pod namiotem był wystrzał z armaty na dziedzińcu Pałacu.

Po ślubie i bankiecie dj, zarówno w języku polskim i angielskim, zaprosił  gości do bajkowo udekorowanego namiotu weselnego, który znajdował się tuż za Pałacem. Dj, który notabene ukończył filologię angielską, znakomicie poprowadził imprezę w dwóch językach, tak, aby każdy z gości czuł się komfortowo. Jednocześnie był tłumaczem przemów, które zostały wygłoszone przez ojców Państwa Młodych, Świadka i przemowy Pana Młodego, który opowiedział wszystkim bardzo ciekawą historię dotyczącą poznania Panny Młodej…

Dekoracja namiotu była rzeczywiście bajkowa… z „sufitu” zwisały papierowe kwiaty, które w całości dodawały niespotykanego uroku, po bokach namiotu poustawialiśmy stojaki z żywymi kwiatami, które zostały podświetlone przez profesjonalną firmę oświetleniowo-nagłośnieniową. Natomiast na stołach gości i Państwa Młodych poustawiane zostały przepiękne kompozycje z żywych kwiatów, świetnie współgrające z resztą dekoracji, a zwłaszcza z girlandą znajdującą się za plecami Ewy i Iaina.

Również teren wokół namiotu został zaaranżowany tak, aby całość tworzyła niesamowity klimat. Podświetlone zostały drzewa, na niektórych z nich zawisły słoiczki, czerpiące światło z energii słonecznej, które również poustawialiśmy na specjalnie przygotowanych stolikach pod parasolami. Porozwieszane zostały również białe lampioniki ze świeczkami antykomarowymi, a wokół terenu porozstawialiśmy pochodnie bambusowe. Miały pełnić funkcję ochronną przed komarami, których rzeczywiście w ten dzień było mało, mimo tego, że w piątek, w trakcie przygotowań, dawały nam się nieźle we znaki.

Wnętrze namiotu zostało zaaranżowane światłem. Nieskończona ilość kolorowych światełek oświetlała nie tylko parkiet, część gastronomiczną namiotu, jak i scenę, na której odbył się dwugodzinny koncert „Zbigiband” – gwiazdy wieczoru, ale również teren wokół namiotu i dziedziniec Pałacu, na którym odbyły się mini oczepiny. O północy Państwo Młodzi rzucili bukietem i muszką z dwóch okien znajdujących się na pierwszym piętrze Pałacu w kierunku stojących pod nimi panien i kawalerów. Następnie goście zostali poproszeni do przejścia w bezpieczne miejsce, gdzie można by było puścić w niebo balony szczęścia – Ufo Balloons. Jednak pogoda i w tym momencie postanowiła popsuć nam plany. Wiatr był tak silny, że pierwszy balon zamiast do góry pofrunął w bok, więc woleliśmy nie igrać z żywym ogniem.


Reasumując, Państwo Młodzi, jak i goście byli zachwyceni, a całość określili mianem „bajkowy ślub i wesele, którego nigdy nie zapomną”. Natomiast goście – głównie Anglicy, podchodzili do nas i gratulowali, mówili „good job”. Chyba dlatego, że widzieli co się działo w ciągu dnia i wyglądało na to, że nic już się nie da zrobić.

Ale najlepszą nagrodą za nasz wysiłek były oficjalne podziękowania Państwa Młodych w trakcie przemów i ich słowa po weselu: „Może kiedyś wrócimy w to samo miejsce by odnowić przysięgę, kto wie? Może wtedy pogoda będzie sprzyjać. Wszyscy nasi przyjaciele szalenie zachłysnęli się Polską i nie mogą się doczekać by wrócić. Wielu z nich powiedziało nam w sekrecie, że był to najwspanialszy ślub/wesele na jakim byli. Naprawdę uważamy nasze wesele za olbrzymi sukces, zarówno my, jak i goście wspaniale się bawili”:)

PS Więcej zdjęć z tego wesela możecie obejrzeć tutaj.

16 komentarzy
  1. Witam,
    Polecanie usługodawców jest naszą podstawową działalnością zarobkową, jako konsultantów ślubnych. Proszę o kontakt z Marzeną Ramotowską, która na pewno w ramach indywidualnego doradztwa poleci w/w dj’a (jak również może wskazać kilku innych świetnych i sprawdzonych).

    Kontakt znajduje się na naszej stronie http://www.slubnapracownia.pl.

  2. po spedzeniu wielu godzin stukajac w klawiature w poszukiwaniu DJ trafilam na Panstwa blog. Czy bylaby mozliwosc podania ktoz byl tym DJ?

  3. Pieknie…. 🙂
    Bylabym bardzo wdzieczna o informacje na temat DJ’a…Jesli to nie bylby problem…Pozdrawiam!

  4. Pingback: Dekoruj Kwiatem » W Galinach

  5. Pingback: blog ślubno-weselny – Ślubna Pracownia – wesele z pomysłem » wesele polskie vs wesele angielskie

  6. Amme, w Anglii generalnie przyjelo sie uzywac wlasnie terminu „ushers” do okreslenia funkcji druzbantow. Ich zadaniem jest nie tylko pomoc przy prowadzeniu gosci do miejsc ale rowniez szeroko pojete wsparcie podczas poszczegolnych elementow koordynacji oraz asystowanie Panu Mlodemu. Bycie usherem jest uznawane za olbrzymi zaszczyt i funkcja ta przypada zazwyczaj najlepszym przyjaciolom czy rodzinie (braciom) Pana Mlodego. Termin „groomsman”, ktorego funkcje sa oczywiscie identyczne uslyszysz prawie wylacznie w Stanach, Australii raczej niz w Anglii.
    Pozdrawiamy serdecznie Pani Marzeno!

  7. Dekoracje super, sala super.
    Jedna uwaga: …druhny i drużbowie (z ang. ushers)… – ushers to sa osoby ktore sadzaja gosci w kosciele nie druzbowie. Druzbowie to groomsmen.

  8. Pingback: blog ślubno-weselny – Ślubna Pracownia – wesele z pomysłem » ślub i wesele Ewy i Iaina – oczami fotografów

  9. Pingback: WEDDING DETAILS, VENDORS AND PLACE – EWA & IAIN PART I | BW Photography

  10. heeej. Wesela tego typu az proszą cię o coś a’la C.D.N. Wyzwanie z przeszkodami, ale sprostanie im wyzwala ducha walki i chęć pokonania większych murów Libanu jak śpiewał Czesław Śpiewa… pozdrówki wam wszystkim

  11. Widać niebywałą wręcz dbałość o szczegóły. Największe wrażenie robią na mnie dekoracje z kwiatów – lawenda wpięta w serwety, misterny płotek z kwiatów w namiocie weselnym. Wesele cudne!!! Organizatorzy zasługują na słowa uznania- GRATULUJĘ:)

  12. rewelacja! wesele na wysoki połysk, wszystko dopieszczone, nawet najmniejszy szczegół! gratulacje dla organizatorki!!! a kwiaty bardzo oryginalne

  13. Niesamowite wrażenia robią na mnie te fotki… to co dopiero tam być.. a mieć takie wesele to już marzenie…. Ale jak widać można je spełnić. Wysiłku co niemiara. Gratulacje dla organizatorów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *