Santorini – ślub Marty i Michała cz.II

 

Autor: Ania Pietruszka – Ślubna Pracownia Trójmiasto, www.slubujzagranica.pl

03.10.2011 – poniedziałek. Sesja narzeczeńska.

Nowy dzień powitał nas pięknym słonkiem.

Umówiliśmy się po 12-tej z M&M’sami i pojechaliśmy miejskim autobusem do Fira – stolicy wyspy, na pierwszą sesję narzeczeńską. Wszyscy po raz pierwszy zobaczyli Kalderę, taką jak jest pokazana na słynnych folderach reklamowych. Zrobiliśmy sobie długi spacer z Fira do Firostefani, deptakiem nad samym brzegiem wulkanu. Białe budynki z niebieskim okiennicami, niezliczona ilość tarasów z hotelami, restauracjami i kawiarniami.

Wąskie uliczki po obu stronach wypełnione kolorowymi sklepikami. Wszędzie pełno turystów, bo właśnie wpłynęły do portu ekskluzywne statki wycieczkowe. Są tak duże, że nie są w stanie podpłynąć do nabrzeża małego portu, kotwiczą z dala od brzegu a turyści przewożeni są na brzeg łodziami motorowymi.

Aby z portu dostać się do Fira, trzeba pokonać odległość w linii prostej w górę 330 m. Turyści mają do wyboru: bus wjeżdżający wąską serpentyną, kolejkę linową, podróż na grzbiecie muła lub osiołka, a dla wysportowanych i wytrwałych, wspinaczka wijącymi się wśród skał schodami, których jest ok. 600.

Marta i Michał wspaniale bawili się na sesji zdjęciowej. Wspinali się na dachy i tarasy, ciągle wynajdując nowe ciekawe miejsca, gdzie można by zrobić fajne zdjęcia i nakręcić film. W wybieraniu ciekawych miejsc przodowała Weronika. Ciągle słyszeliśmy jej głos nawołujący „chodźcie, tutaj jest wspaniale”. Raz był to ładny taras, to znowu brama, czy drzwi, których nie sposób nie sfotografować, oczywiście na tle młodych. Oboje byli wspaniałymi modelami dla fotografa, zawsze z uśmiechem na ustach.

Marta będąc osobą, która zawsze sama zajmowała się organizacją ich wszystkich wyjazdów, czuła się trochę niekomfortowo, że tym razem musiała stery oddać w obce ręce. Tym bardziej ceniłyśmy sobie ich słowa wypowiedziane pod koniec tej sesji, że mieli obawy ale teraz już z zamkniętymi oczami oddają się w nasze ręce.

Po ośmiu godzinach wreszcie mieliśmy dość. Po powrocie autobusem do Kamari pożegnałyśmy Młodych a same udałyśmy się do restauracji „Atmosphere” przywitać się z Dimitrim – właścicielem lokalu i dokonać ostatecznych ustaleń dotyczących kolacji dla Nowożeńców.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *