Santorini – ślub Marty i Michała cz.V

Autor: Ania Pietruszka – Ślubna Pracownia Trójmiasto, www.slubujzagranica.pl

06.10.2011 – czwartek. Wolę przedpołudnie, wieczorna atrakcja.

Całe przedpołudnie wszyscy odpoczywaliśmy po przeżyciach dnia poprzedniego i nie ma co ukrywać, po zabawie w restauracji „Atmosphere”. Każdy z nas spędził ten czas wolny po swojemu. M&M’sy byczyli się na plaży a my organizatorzy, no cóż. Miałyśmy jeszcze trochę spraw do załatwienia, ale i my również znalazłyśmy czas na kąpiel w morzu i wędrówkę po sklepach, żeby kupić pamiątki dla najbliższych.
Około godz. 14-tej Młodzi wraz ze świadkami stawili się w budynku USC, który znajdował się w Fira, gdzie zostały podpisane niezbędne dokumenty.
O godz. 16.20 wyjechaliśmy z Kamari autokarem lokalnego biura turystycznego. Kierunek – port. Nie, jeszcze nie wyjeżdżaliśmy.
W porcie czekał na nas jacht „King Thiras” , popłynęliśmy nim w rejs „Ku zachodzącemu słońcu”. Wypływaliśmy ok. godz. 17-tej i podróżowaliśmy jachtem po wodach Kaldery, opływając Santorini. W momencie, kiedy olbrzymie żółto-czerwone słońce zaczęło schodzić ku morzu, kiedy ta wielka kula topiła się w morzu, dziób jachtu był dokładnie na nią skierowany. Naprawdę płynęliśmy ku zachodzącemu słońcu.

Podczas rejsu obsługa jachtu częstowała nas obfitym obiadem oraz tradycyjnym greckim trunkiem „ouzo” o smaku anyżkowym.
Nie tylko widoki, choć tak piękne, były dla nas ważne. Zaplanowałyśmy dla M&M’sów sesję zdjęciową na jachcie. Gdy tylko słońce zaczęło zbliżać się do powierzchni wody młodzi przebrali się w swoje ślubne stroje. Aneta zapowiedziała przez mikrofon, że na statku gościmy parę młodą w podróży poślubnej oraz poinformowała podróżnych, że na jachcie będzie odbywała się sesja zdjęciowa. Wszyscy bili brawo i składali młodym życzenia. Z dużym zrozumieniem podchodzili do naszych pomysłów, przemieszczając się na jachcie w taki sposób, aby nie utrudniać zadania naszej fotograf.


Podczas rejsu mogliśmy podziwiać Santorini od strony Kaldery. Skały przy zachodzie słońca mieniły się niezliczona ilością kolorów, zaś na wodzie pojawiły się złociste refleksy bojące od zachodzącego słońca.
Wróciliśmy do Kamari ok. 21-ej i szybko poszliśmy spać, bo na następny dzień szykowała się dalsza część sesji plenerowej. Za usilnymi namowami Weroniki zadecydowaliśmy się sprostać wielkiemu wyzwaniu. Powitać wschód słońca na szczycie góry.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *