Santorini – ślub Marty i Michała cz.VI

Autor: Ania Pietruszka – Ślubna Pracownia Trójmiasto, www.slubujzagranica.pl

07.10.2011 – piątek. Plener ślubny.

Po efektywnym wydawałoby się zregenerowaniu sił, mimo że wcześnie poszliśmy do łóżek, to jednak nie lada problemem była pobudka o 5 rano. Kolejnym i to niemałym – było wjechanie autem na górę. Wąska serpentyna drogi, która pozwalała mijać się jedynie na zakrętach, stanowiła solidne wyzwanie. Z przerażeniem myśleliśmy o tym, co będzie jeżeli spotkamy na drodze samochód zjeżdżający na dół. Całe szczęście więcej takich wariatów jak My nie było!
Wschód słońca, który ujrzeliśmy był wart każdego wysiłku i naładował nasze baterie na resztę ciężkiego dnia – wyjątkowy, niepowtarzalny plener ślubny. Zapytacie co było w nim tak wyjątkowego? Przecież już tyle ciekawych miejsc odwiedziliśmy.

Pierwszy cel naszej podróży to Firostefani, gdzie witaliśmy zachód słońca drugiego dnia naszego pobytu. Jeżeli pamiętacie sprawozdanie z tego dnia, to wiecie, że niemalże biegliśmy aby zdążyć zobaczyć zachód słońca, na który śpieszą turyści z całego świata. Nie było wtedy czasu na zdjęcia i podziwianie widoków. Teraz był czas aby już spokojnie zrobić zdjęcia młodym w wyjątkowo urokliwych miejscach.


Wypiliśmy tam kawę na tarasie ekskluzywnego hotelu i ruszyliśmy w dalszą drogę. Co teraz? Dokąd jedziemy? Naszym celem było Megalochori. Część wyspy położona nad urokliwą zatoką Kaldery. Było tam wiele kapliczek z niebieskimi dachami. Był płaskowyż z niepowtarzalnym widokiem na morze. Nie tylko jednak zwiedzaliśmy i robiliśmy zdjęcia ale również odkrywaliśmy nieznane budowle, o których istnieniu nawet większość Greków nie wie.
Znaleźliśmy ukrytą w skale kapliczkę, do której prowadziły wykute w skale schody. Musieliśmy zejść schodami kilkadziesiąt metrów w dół. Byliśmy tam tylko my, stara kapliczka i przyroda.
Na wyraźną prośbę młodych, którzy marzyli aby zrobić im tam zdjęcia pojechaliśmy do Akrotiri, gdzie leży słynna czerwona plaża. Czerwone klify z wulkanicznej lawy, czerń wulkanicznego piasku i głęboko błękitna toń morza, tworzą niepowtarzalne widoki. Później jeszcze kilka zdjęć na białej plaży i zmierzamy do Perissy, gdzie na łatwo dostępnej plaży kończymy plener kąpielą młodych w morzu.

2 komentarzy
  1. Trzeba przyznać, że ślub za granicą w jakimś luksusowym miejscu to całkiem interesująca opcja dla pewnej grupy narzeczonych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *