ślub Ewy i Marcina – będzie słońce, zobaczycie!

Autor: Ania Pietruszka – Ślubna Pracownia Trójmiasto

Ewa i Marcin skontaktowali się ze mną pod koniec lutego. Mieli tylko zarezerwowany lokal i potrzebowali pomocy przy organizacji wszystkich pozostałych elementów ślubu i wesela.

Marzeniem Ewy było, aby ślub odbył się w plenerze w hotelowym ogrodzie. Było trochę problemów z załatwieniem zgody ale ostatecznie udało się. Zaczęły się przygotowania. Oboje dokładnie wiedzieli czego chcą, niemalże z perfekcyjną dokładnością wyjaśnili mi jakie są ich oczekiwania. Kolory, rodzaje kwiatów, fason sukienki itd. – wszystko dobrze dobrane i przemyślane.

Trochę czasu zajęło nam znalezienie firmy florystycznej, która swoimi propozycjami dekoracji zadowoliłaby Parę Młodą.
Termin ślubu wybrany przez młodych to lipiec, najbardziej kapryśny miesiąc pod względem pogody, szczególnie w tym roku. Kilkakrotnie zmienialiśmy plany dotyczące miejsca ślubu w ogrodzie. Musieliśmy się liczyć z tym, aby wybrane miejsce dawało jak najwięcej szans na szybką ewakuację i sprawne przeniesienie uroczystości pod dach. Ostatecznie wybór padł na taras hotelu. Miała stanąć tam hoppa z dekoracją kwiatową i materiałową, biały dywan i wzdłuż niego aleja kwiatowa w przeźroczystych wysokich wazonach.

Dekoracja sali bardzo nowoczesna z korzeniami, gałęziami i skalniakami, wszystko utrzymane w kolorach ziemi: brązy, szarości, stłumione zielenie. Równie dużo czasu poświęciliśmy na wybór menu, nie obyło się bez degustacji dań.

Nadszedł wielki dzień. Od rana niebo pokryte chmurami, co chwilę padał deszcz. Wprawdzie nie było ulewy a tylko przelotne, krótkie opady, jednak nie zapowiadało się aby słońce zechciało nas zaszczycić swoimi promieniami. Mieliśmy rezerwowo przygotowaną białą, oszkloną salę konferencyjną z widokiem na park.

Trwały już przygotowania młodych a my z niepokojem obserwowaliśmy niebo. W końcu udałam się do młodych aby podjęli decyzję gdzie ostatecznie mamy zorganizować uroczystość. Marcin skłaniał się aby przenieść ślub do sali, Ewa jednak trwała w uporze – ma być plener. Wyszła z nami przed budynek, popatrzyła w niebo i stwierdziła „widzicie, tam się rozjaśnia, będzie słońce, zobaczycie. Widzicie prawda?”

Spojrzałyśmy w niebo, w kierunku który wskazywała i zobaczyłyśmy kolejne nadciągające chmury. Wiedziałyśmy już, że nie będzie przenoszenia uroczystości do sali, że musimy zabezpieczyć młodych i gości na wypadek deszczu. Ewa nie ustąpi. Przyznałyśmy więc jej rację i pognałyśmy przygotować białe, duże parasole. Ustawiłyśmy je w mosiężnym pojemniku przy wejściu na taras.

Parasole miały duże wzięcie, bo oczywiście tuż przed samym wyjściem młodych na taras pogoda uraczyła nas deszczykiem, którego krople mieniły się w przebijających się przez chmury promieniach słońca. Młodzi jednak zdecydowali, że nie chcąc parasola i kroczyli po białym dywanie wśród szpaleru gości kryjących się pod parasolami. Zaraz po ślubie przestało padać.


Cała organizacja, choć było to małe wesele – niewiele ponad 40 osób, była dość pracochłonna, ze względu na bardzo sprecyzowane oczekiwania młodych. Ich upór był godny podziwu, nie odstąpili od swojej wizji nawet o centymetr. Nie okazywali żadnych uczuć i cały czas biliśmy się z myślami czy wszystko jest ok., a może jednak coś jest nie tak. Tym bardziej byłyśmy bardzo zadowolone, gdy po weselu usłyszeliśmy z ich ust słowa podziękowania i pochwały za organizację.

Jak widzicie ten rok był mało łaskawy dla plenerów, kolejny ślub w deszczu i tym bardziej nas cieszy, że kolejny udany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *