Ania i Paweł – waleczne wesele

Autor: Ania Pietruszka – Ślubna Pracownia Trójmiasto

Zapewne chcielibyście wiedzieć dlaczego to wesele było waleczne? Czy podczas wesela stało się coś nieprzewidzianego i groźnego?

Tak, ale zacznijmy od początku. Ponieważ Para Młoda poniżej szczegółowo opisała przebieg naszej współpracy nie będę się powtarzała, napiszę więc o tych stoczonych walkach.

Zgodnie z założonym scenariuszem przyjechaliśmy wraz z firmą florystyczną do parku przylegającego do hotelu, aby rozpocząć dekorację altany.

Floryści zabrali się do pracy ale mimo czteroosobowej ekipy nie mogli sprostać piętrzącym się przeszkodom. Problem polegał na tym, że zerwał się potężny wiatr, który uniemożliwiał montaż materiałów. Gdy zostały przymocowane w jednym miejscu, to w drugim wiatr złośliwie wyrywał już zainstalowane elementy. Przewracały się nawet ciężkie stalowe stojaki z wysokimi kompozycjami. Walka trwała kilka godzin ale dzięki wspólnemu wysiłkowi udało nam się wygrać i wiatr odpuścił. Byłam pełna podziwu dla florystów za pomysłowość. W ruch szły sznurki, spinacze tapicerskie a wszystko tak ukryte, że zupełnie niewidoczne dla oczu osób postronnych. Tak więc w czasie, gdy Młodzi spokojnie szykowali się do ślubu, nieświadomi tego co dzieje się w altanie, my odpieraliśmy kolejne ataki wichury.

W trakcie gdy dekoratorzy z uporem godnym podziwu montowali wszystkie elementy, naszą uwagę zwróciła wyjątkowa aktywność pszczół, które miały gniazdo w jednym z pobliskich drzew. Ciągle wlatywały do altany i denerwowały obecnych. Ta dziwna aktywność rzekomych pszczół czy os, zaniepokoiła właściciela hotelu. Podstawił drabinę aby z bliska przyjrzeć się gniazdu. Gdy zszedł z drabiny, jego mina nie wróżyła nic dobrego. Okazało się, że nie są to ani pszczoły, ani osy – to było gniazdo szerszeni.

Właściciel hotelu stanął na głowie aby jeszcze przed rozpoczęciem uroczystości ściągnąć do hotelu specjalistów, którzy zlikwidowaliby niebezpieczne gniazdo. Niestety w sobotę znalezienie ekipy, która chciałaby się pofatygować graniczyło z cudem. Poinformowano nas, że gdy będzie trochę chłodnej a na to się zanosiło szerszenie schowają się w gnieździe i nie będą niepokoiły gości. Nie było innego wyjścia jak mieć nadzieję, że nic złego się nie wydarzy.

Faktycznie ślub odbył się bez kłopotów, tak jakby szerszenie uznając ważność chwili, nie chciały przeszkadzać.

 

Obiad i pierwsze godziny wesela również przebiegały bez zakłóceń. Ok. 22-giej szerszenie przepuściły atak. Zapewne zwabiło je światło i hałas dobiegający z tarasu. Goście jednak, będący już po kilku kolejkach, ochoczo stanęli do walki. W ruch poszły buty i torebki. Trup ścielił się gęsto, oczywiście po stronie szerszeni. Natychmiast wyłączyliśmy światło na tarasie, wnieśliśmy lampiony i świece. Wszystkie te działania, czyli brak światła oraz zapach świec a i zapewne wojowniczo nastawieni goście, zniechęciły szerszenie do dalszych ataków. Wesele już bez zakłóceń toczyło się dalej i trwało niemalże do samego rana. Ostatnich gości rozwoziliśmy ok. godz. 6-tej.

 

Nasze wesele 20.08.2011 w ogrodach Pałacu w Rekowie Górnym.

Trzeci września roku 2010, piękny wieczór, gwiazdy, szum rozbijających się o brzeg fali, mała ławeczka przy przystani jachtowej w Jastarni i my dwoje… Jednym słowem piękne zaręczyny.

 

Od tego momentu zaczęliśmy poszukiwać kogoś, kto zorganizowałby nam ten najpiękniejszy dzień w życiu. Dość szybko znalazłam w Internecie stronę Ślubnej Pracowni.

Z wypiekami na twarzy przeglądałam galerię zdjęć, bo właśnie czegoś takiego szukałam.

Naszym marzeniem od zawsze był ślub w plenerze. Piękny ogród i my idący przez niego do miejsca, gdzie przysięgniemy sobie miłość na całe życie… Czyż nie jest to piękna wizja?

Postanowiliśmy zatem razem z moim mężem, wówczas narzeczonym, że koniecznie napiszemy do Ślubnej Pracowni i umówimy się na pierwsze spotkanie.

15 września 2010 roku mięliśmy możliwość spotkania z Panią Martą Druch ze Ślubnej Pracowni. Przedstawiliśmy nasze wymagania, wizję i wszystkie inne informacje dotyczące organizacji wesela. Na najważniejsze nasze pytanie – czy jest możliwość zorganizowania zaślubin w plenerze, uzyskaliśmy odpowiedź, że nie ma najmniejszego problemu. Nie muszę chyba mówić jak nas to ucieszyło! Pani Marta wszystko zanotowała i poprosiła o kilka dni na znalezienie pasujących do naszych wymagań lokalizacji.

28 września 2010 roku odbyło się nasze drugie spotkanie z Panią Martą i z Panią Anią Pietruszka. Została nam przedstawiona prezentacja składająca się z kilku lokalizacji wraz z cennikiem w tych obiektach. Po odwiedzeniu trzech wybranych miejsc wybraliśmy to najpiękniejsze, które trafiło do naszych serc. Cudowne miejsce, piękny ogród, a na nim głównie nam przecież zależało, jednym słowem Pałac Hotel Wieniawa w Rekowie Górnym!

Na bieżąco otrzymywaliśmy ze Ślubnej Pracowni oferty podwykonawców wybierając tych najbardziej nam odpowiadających. Z niektórymi spotykaliśmy się osobiście.

Jeżeli wystąpiły jakiekolwiek nieporozumienia lub napięcia były one w szybki i profesjonalny sposób niwelowane przez Panie Anię i Martę.

Czas biegł bardzo szybko i im bliżej ślubu, tym powinno być bardziej nerwowo, ale ze Ślubną Pracownią mogliśmy spać spokojnie, nie martwiąc się o nic… no może tylko o to, żeby pogoda dopisała, ale i to udało się załatwić :).

Na kilka dni przed uroczystością zarówno my jak i podwykonawcy dostaliśmy scenariusz przebiegu uroczystości.

20 sierpnia 2011 roku niespełna rok od zaręczyn nadszedł ten dzień! Trochę wiało, ale wszystko poszło bardzo sprawnie. Od rana fryzura, makijaż, w Rekowie mama pomagała mi zapiąć sukienkę ślubną. Paweł zakładał garnitur, a wszystko to pod czujnym okiem fotografów.

Przed samą uroczystością wiatr się uspokoił i zaczęło świecić słońce. Wszyscy goście czekali pod pięknie przystrojoną altaną a my dumnie szliśmy przez ogród przy akompaniamencie wiolonczeli i skrzypiec. Złożyliśmy sobie uroczyste przysięgi, po czym wymieniliśmy obrączki.

Zaraz po uroczystości wypuściliśmy na szczęście parę przepięknych białych gołębi. Życzenia, toast szampanem i nadszedł czas zabawy, ale najpierw… obiad. To co nam zaserwowano było po prostu obłędnie pyszne Mistrzostwo świata. Do dzisiaj goście proszą nas o przesłanie menu.

DJ stanął na wysokości zadania i porwał do tańca wszystkich gości, świetna zabawa przy świetnej muzyce do białego rana. Podeszwy naszych butów były całkiem starte :).

Muszę przyznać, że wszyscy podwykonawcy byli strzałami w dziesiątkę! Miło współpracowało się z ludźmi, którzy profesjonalnie podchodzili do wykonywanej pracy. Cała uroczystość odbyła się zgodnie z planem i ze scenariuszem, wszystkie zadania zostały zrealizowane zgodnie z ustaleniami i przyjętym budżetem.

 

Pani Aniu i Pani Marto chcieliśmy jeszcze raz najserdeczniej podziękować za organizację przecudownego wesela, którego nie zapomnimy do końca życia! Wszystko wyszło cudownie a nasi goście byli zachwyceni. Także jeszcze raz serdecznie dziękujemy za cierpliwość 🙂 i za cała resztę!

Wszystko podsumować mogę jednym zdaniem, jakie wypowiedziała moja koleżanka do mojej mamy podczas uroczystości „to jest iście królewski ślub”.

Anna Augustyn & Paweł Smyk

 

 

 

 

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *