wielokolorowe wesele… strach ma wielkie oczy!

Autor: Ania Pietruszka – Ślubna Pracownia Trójmiasto

Dominika i Maciek – wspaniała, trochę szalona i wyluzowana para. Na siedem miesięcy przed ślubem mieli załatwionych zaledwie kilka spraw:  DJ, zespół oraz fotograf – to wszystko. Omówili między sobą kwestię ślubu. Powiecie, trochę to mało. Gdzie miałoby się odbyć wesele?  To właśnie clue całości.

Pawilon

Wesele miało odbyć się na terenie ich posiadłości, około 45 km od Gdańska. Teren położony niedaleko jeziora okazał się sporą działką, nie mającą jednak prostego ukształtowania. Tam właśnie miał stanąć pawilon bankietowy z zapleczem kuchennym i toaletowym. Postawienie takiego pawilonu bez niszczenia działki czyli bez jej wyrównywania wymagało położenia podbudówki z bloków betonowych. Konieczne było doprowadzenie ciężkiego sprzętu, który zapadał się w rozmokłej polnej drodze.

Całość działań związanych z postawieniem namiotu przeciągała się niemiłosiernie. Dodatkowym utrudnieniem był pierwszy dzień Jarmarku Dominikańskiego, zablokowane drogi, gigantyczne korki. Niemniej mimo wielu problemów pawilon wraz z wyposażeniem stanął na czas.


Dekoracje

Dominika miała swoje przemyślenia odnośnie tego, jak ma wyglądać wnętrze. Przeważać miał kolor. Chciała aby pojawiły elementy dekoracyjne jej własnego projektu. Przyznam się, że nie bardzo mogłam sobie wyobrazić, co miała na myśli. Podziwiałam poświecenie jej rodziny, która godzinami robiła papierowe, wielokolorowe kule. Wszyscy z zacięciem wyklejali kolorowe koła na stoły i przygotowywali przemyślne winietki.

Kolejną ciekawostką były bukiety na stołach. Miały stanąć w wazach do zupy zebranych wśród rodziny. Przygotowanie bukietów wzięła na siebie mama Dominiki.

Na tarasie namiotu pojawiły się stoliki wykonane z położonych na sobie palet, zaś siedzenia zostały zrobione z pieńków brzozy z przybitymi do nich kolorowymi, ażurowymi siedziskami ze sklejki.
Dla nas zostały słoiczki – świeczniki, na zrobienie których zabrakło rodzinie już sił i czasu. Dostałyśmy kilkadziesiąt litrowych słoików, które oklejałyśmy białą koronką i obwiązywałyśmy kolorowymi kokardami. Mozolna praca, ale efekt wspaniały. 🙂


Balony i pole namiotowe

Może jeszcze tylko wspomnę o balonach. Zostało zamówionych 100 szt. baloników napełnionych helem, które miały udekorować łąkę przed namiotem. To zadanie również przypadło nam w udziale, musiałyśmy przywiązać je kokardkami do kamieni i desek oraz rozłożyć w bliższej i dalszej odległości od namiotu. Nie byłoby to może trudne gdyby nie temperatura, która tego dnia dochodziła do 40 stopni. Balony pękały i w efekcie ze 100 rozmieszczonych na łące ozdób, w momencie przyjazdu gości, pozostało mniej niż 50 szt.
Nie tylko dekoracje pozostały po stronie rodziny ale również noclegi dla gości. Nie znaczy to wcale, że tylko samodzielnie zamówili pokoje. Sami postawili te pokoje a dokładnie mówiąc rozstawili namioty, w których mieli spać goście. 😀 Jednym zdaniem – powstało duże pole namiotowe łącznie z prysznicami.

Co by nie pisać na temat samych bardzo pracochłonnych przygotowań, to jednak w dniu wesela wszystko zostało zrobione zgodnie z ustaleniami i wzbudziło podziw wszystkich gości. Wesele trwało dwa dni, choć krążą plotki, że dłużej, ale my już w tym nie uczestniczyłyśmy. 😉

Burza
Cały ogrom tych przygotowań był jednak niczym wobec tego co zgotowała nam natura. Jeszcze przed północą nadciągnęła nad teren imprezy olbrzymia czarna chmura, z której spadły gigantyczne ilości deszczu w towarzystwie grzmotów i błyskawic. Pod namiotem bankietowym w krótkim czasie powstała i popłynęła rzeka, grożąc wypłukaniem bloków, na których stał namiot. Sytuacja stawała się niebezpieczna, woda wlewała się do wewnątrz namiotu, pojawiła się groźba spięć prądu. Wszyscy wykonawcy uwijali się jak w ukropie, aby przeciwdziałać ewentualnym zagrożeniom. Widać robiliśmy to na tyle dyskretnie, że goście nieświadomi problemów, bawili się wspaniale do samego rana i humory dopisywały. Jedynym utrudnieniem dla niektórych gości była konieczność zmiany miejsca noclegu na bardziej suche (kilka namiotów nie wytrzymało nawałnicy).
Kolejny dzień przywitał nas piękną pogodą, zaś jedyną pozostałością po nocnej ulewie była grząska ziemia i mokra trawa. Byłam i nadal jestem pełna podziwu dla gospodarzy i gości tego wyjątkowego wesela, dla ich wspaniałych humorów i niespożytych sił do zabawy.

To było dopiero wesele pełne wyzwań.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *