lepiej póżniej niż wcale… Ania i Grzegorz – wszystko jest super

Autor: Ania Pietruszka – Ślubna Pracownia Trójmiasto

Nasza znajomość rozpoczęła się zupełnie zwyczajnie. Wypełniony formularz wpłynął na moją pocztę w połowie stycznia. Termin ślubu początek czerwca 2011r. Czasu na organizację niewiele, zaledwie cztery i pół miesiąca. Wzięłam się do pracy, aby jak najszybciej móc młodym przedstawić lokalizacje, które dysponują wolnym terminem w tym okresie. Dwa tygodnie oczekiwania i wreszcie spotkanie. Jak widać, któraś z zaproponowanych lokalizacji znalazła uznanie w oczach młodych.


I tu nasza znajomość przestała być już zwyczajna. Okazało się, że spotkanie odbyło się, ale nie z młodymi, a z jednym, z rodziców. Mimo wieloletniego doświadczenia w rozmowach z klientami poczułam się jak na egzaminie. W miarę szybko jednak udało nam się przejść do partnerskiej rozmowy i dołączył do nas przyszły Pan Młody. Poinformowano mnie, że jestem jedną z kilku firm, do których został wysłany formularz, i z którymi odbyły się takie spotkania. Widać wypadłam nie najgorzej, skoro powierzono mi organizację tego wesela. Spodziewałam się, że nie będzie to jednak łatwa współpraca, biorąc pod uwagę dużą ingerencję rodzica.

Strach ma jednak wielkie oczy, bo po niedługim czasie decyzyjność ze strony młodych spoczęła w rękach Grzegorza.
Teraz już wszystko szło gładko i bez większych problemów. Grzegorz, młody, bardzo bezpośredni facet podejmował decyzje szybko i niemalże każdy mój pomysł znajdował uznanie w jego oczach, ewentualnie z małymi korektami. Zwykł mówić, wszystko jest super. Bardziej krytyczna okazała się Ania ale i w jej przypadku szybko doszłyśmy do porozumienia.


Kilku podwykonawców mieli zagwarantowanych: fotograf, zespół stanowiący atrakcję wesela, samochód retro. Ten ostatni jednak nie wypalił i zaledwie na miesiąc przed weselem konieczne było znalezienie innego, co było o tyle trudne, że miał być on niemalże identyczny. Znalazłam. Zaproszenia pod indywidualne zamówienie wg wzoru przesłanego przez Anię, wykonała współpracująca ze mną agencja reklamy w trybie ekspresowym. Nie było czasu na zamawianie gotowych zaproszeń. Jedynym poważniejszym problemem była konieczność ciągłego trzymania ręki na pulsie, w kwestiach, które Para Młoda musiała sama załatwić. Ich podstawowym problemem było zapominanie. Oboje zapracowani, zupełnie nie zauważali upływającego czasu. A mieliśmy go do dyspozycji niewiele. Stale przypominałam mailem lub telefonicznie, co i kiedy muszą zrobić a później sprawdzałam czy to zrobili.

Na ok. dwa tygodnie przed ślubem otrzymałam od Grzegorza sms-a:
Jestem na wieczorze kawalerskim. Właśnie pijemy Twoje zdrowie. Nie chcę zapeszać, ale bez Ciebie byśmy całego naszego ślubnego przedsięwzięcia nie ogarnęli”. Miłe prawda?

W dniu ślubu i wesela wszystko już przebiegało bez żadnych zakłóceń, no może poza płonącym koszem na śmieci, gdzie ktoś wrzucił niezagaszonego papierosa. Ciekawy i wyjątkowy okazał się pierwszy taniec Pary Młodej. Ania miała przepiękną, szytą na zamówienie suknię obszywaną kryształami. Wyglądała w niej bajecznie, niemniej ciężar kryształków powodował ciągłe odrywanie się podpiętego trenu. Oczywiście nie mogło być inaczej, urwał się również podczas tańca. Spowodowało to, że Grzegorz potykał się o niego. Po kilku nieudanych próbach, Grzesiu poddał się w walce z trenem, wziął Anię na ręce i tak odtańczył z żoną na rękach cały pierwszy taniec. Zebrali olbrzymie brawa.

Wszyscy goście bardzo dobrze się bawili. Barmani serwowali kolorowe drinki, DJ zabawiał gości wybraną przez młodych muzyką i zabawami. Olbrzymią furorę zrobiło trio muzyków (kolegów Grzegorza) z instrumentami dętymi, którzy występowali w trzech odsłonach: Blues Brothers, Disco, Latino.

Było już zupełnie jasno, gdy ostatnich gości wsadzaliśmy do taksówek. Nikomu nie było śpieszno opuszczać wesela.

 

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *