Wywiad z Olą Budzyńską „Panią Swojego czasu” przeprowadzony przez Annę Boroń

Autor: Anna Boroń – Ślubna Pracownia Małopolska

Wywiad dla Ślubnej Pracowni

Anna Boroń: Bardzo dziękuję, że tak szybko zgodziłaś się na wywiad. Czy zawsze szybko podejmujesz decyzje, czy jednak rozważasz wszystkie za i przeciw w jakiś długim procesie myślowym?

Ola Budzyńska: Decyzje zawsze podejmuję szybko. Bywa, że zbyt szybko, co niekiedy okupuję niezbyt miłymi dla siebie konsekwencjami. Ja jednak uwielbiam działać i czerpać owoce z działania. Oczywiście im więcej razy dostaję po nosie w wyniku zbyt pospiesznego dokonania wyboru, tym bardziej zastanawiam się później, rozważam, choć nieco muszę się do tego zmuszać, bo to nie leży w mojej naturze.

Anna Boroń: Co ma wpływ na Twoje wybory? Jakie są kryteria dobrego wyboru spraw do załatwienia? Pytam o to dlatego, że żyjemy w czasach, w których dostęp do wiedzy, do informacji jest tak łatwy, że zakup zwykłych płatków śniadaniowych może stać się problematyczny, a co dopiero mówić o ustalaniu priorytetów.

Ola Budzyńska: To prawda. Wybór, który mamy w każdej dziedzinie, w każdej sferze, może przytłaczać. Podejmując decyzję, kieruję się głównie tym, co czuję i czego chcę. Każda z nas to wie, tyle że odzwyczaiłyśmy się sięgać do tego źródła i kompletnie się znieczuliłyśmy. Dlatego na pytanie: „Czego tak naprawdę chcę?” wiele kobiet nie potrafi udzielić odpowiedzi. Zapomniały już, jak to jest chcieć czegoś i realizować właśnie to, czego się pragnie, bo w międzyczasie zaczęły stawiać czyjeś chcenia i oczekiwania wyżej od swoich. Ja od nowa uczę się, że to moje życie i wiem, że chcę je przeżyć tak, jak ja chcę.

Anna Boroń: Spotykasz się z wieloma kobietami, pomagasz im uporządkować ich życie. Czy możesz wyodrębnić główne problemy, z jakimi borykają się kobiety w dziedzinie organizacji czasu?

Ola Budzyńska: W zasadzie pracują z kobietami, które należą do dwóch kategorii.

Jedna grupa to kobiety, którym czas przepływa między palcami i które zwyczajnie muszą nauczyć się organizacji – zasad, metod technik i narzędzi. W ich przypadku jest to kwestia nabycia określonych umiejętności.

Współpraca z drugą grupą bywa trudniejsza, bo dotyczy kobiet, które nazywam „nadzorganizowanymi”, czyli takich, które żyją w ustawicznej presji i niedoczasie; które mają trzynaście milionów spraw do załatwienia i chcą mieć wszystko perfekcyjnie zapięte na ostatni guzik. I gdy sypie się jedna z zaplanowanych przez nie spraw, wszystko inne wali się jak domek z kart.

W tym wypadku w grę wchodzą przekonania; kobiety sądzą, że muszą wszystko kontrolować; że nikt nie zrobi czegoś lepiej niż one; że wszystko należy zrobić idealnie i że życie to jedno wielkie pasmo obowiązków i zadań do wykonania.

Anna Boroń: Od czego należy zacząć uczenie się planowania?

Ola Budzyńska: Od celu, który chce się zrealizować. W odniesieniu do moich klientek nie interesuje mnie, czym jest ich cel; każda z nich ma prawo wyznaczyć własne. Nigdy nie wartościuję ani ich wyborów, ani tego, co chcą osiągnąć.

Ale planowanie bez posiadania celu jest pozbawione sensu. Albo inaczej – to nie jest planowanie, lecz spisywanie list zadań do zrealizowania. A od sporządzania list zadań do planowania jeszcze długa, długa droga.

Anna Boroń: Na czym polega dobre zorganizowanie się?

Ola Budzyńska: Na zastanowieniu się, czego najbardziej chcesz w życiu, czego chcesz w danym okresie życia i czego chcesz w określonym momencie. I na takim ułożeniu spraw i zadań, by swoje zamierzenia realizować.

Anna Boroń: W wielu artykułach rozprawiasz się z mitem, że organizacja czasu równa się nudzie i brakowi kreatywności. Ale chyba nigdy za dużo takich tekstów? Jak uważasz? Na czym więc polega powszechność tej zbitki myślowej organizacja = nuda?

Ola Budzyńska: Oczywiście, że nigdy za dużo, bo bez względu na to, jak często i jak wiele o tym mówię, wciąż spotykam się ze strachem ze strony kobiet, które obawiają się, że jeżeli staną się zorganizowane – stracą spontaniczność, kreatywność i całą radość życia.

Zorganizowana kobieta to według mnie taka, która ma czas czerpać radość płynącą z życia: spacery, swoje pasje, przebywanie z rodziną, zamiast ciągłego myślenia o obowiązkach i powinnościach. Jak dla mnie takie życie jest całkiem fajne.

Anna Boroń: Co przekonuje ludzi do organizacji? Czy musi nastąpić moment krytyczny, poczucie, że „już dalej nie dam rady”, czy może poszukiwanie narzędzi odbywa się, zanim nastąpi katastrofa.?

Ola Budzyńska: Większość kobiet, które zgłaszają się do mnie, faktycznie często już stoi pod ścianą. Sytuacja, w której się znalazły, pomaga im podjąć decyzję, choć byłoby cudownie, gdyby zdecydowały się wcześniej zmieniać swoje życie, nie odczuwając presji.

Sama jednak zmieniłam swoje życie dopiero wtedy, gdy wszystko wywróciło mi się do góry nogami, więc kim jestem, by się wymądrzać?

Anna Boroń: Jaki masz stosunek do delegowania zadań? Czy kobiety mają z tym problem?

Ola Budzyńska: Nie tylko kobiety. Każdy, kto lubi samodzielnie podejmować decyzje i kontrolować otoczenie, będzie miał z tym mniejsze lub większe problemy. Nie delegując zadań, nie mogłabym robić tego, co robię – i prywatnie, i zawodowo. Uważam, że jest to koniecznie, chyba że masz zamiar szybko zwariować.

Anna Boroń: Choć samodyscyplina to niezwykle ważny aspekt pracy konsultanta ślubnego (i sam wydźwięk tego słowa jest straszny ☺), przyda się każdemu. W ostatnim czasie prowadzisz zapisy na kurs samodyscypliny, czyli „Zrób to dziś”. Czy możesz powiedzieć kilka słów o tym?

Ola Budzyńska: Samodyscyplina jest niedocenianym aspektem działania i realizowania swoich celów. Niestety, stale trąbi się o motywacji i stale się jej poszukuje, co skutkuje tym, że kobiety godzinami guglują hasła typu „jak znaleźć motywację”, zamiast spiąć pośladki i zacząć robić to, co powinny robić.

Nie jest tak, że nie doceniam motywacji; sama uwielbiam działać, zmotywowana! Ale gdybym liczyła tylko na motywację, nie znalazłabym się w miejscu, w którym jestem teraz.

Dlatego na kursie uczę kobiety, jak spinać pośladki, nie oglądając się na motywację ☺

Anna Boroń: Czy pamiętasz swoje przygotowania do wesela? Co było dla Ciebie, dla Was ważne w tym dniu?

Ola Budzyńska: Ważne były dla mnie dwa elementy – ja i mój mąż. I w zasadzie nikt ani nic więcej.

Nasze wesele było specyficzne, ponieważ od początku poinformowaliśmy wszystkich, że jest realizowane tylko i wyłącznie na naszych zasadach. To był w końcu nasz dzień. I żeby tak się stało, postanowiliśmy sfinansować je sami. A ponieważ nie byliśmy zbyt zamożni, wesele było dość małe. Ale dzięki temu na obiad była zupa serowa, zamiast standardowo serwowanego rosołu, mieliśmy dwóch świadków, zamiast świadka i świadkowej, a ja wystąpiłam w zielonym gorsecie w kratę i ogromnym kapeluszu. Z wesela najbardziej zapamiętałam to, że nigdy wcześniej tyle się nie wytańczyłam!

Gdybym miała uczestniczyć w weselu, które okazałoby się moim utrapieniem, wolałabym w ogóle go nie mieć. Uważam, że ten dzień powinien być zapamiętany ze względu na to, jakie odczucia mieliśmy i ja, i mój mąż, a nie wszyscy inni.

Anna Boroń: Czy mogę prosić o kilka dobrych rad dla panien młodych od Pani Swojego Czasu?

Ola Budzyńska: Jest bardzo prawdopodobne, że przeżyjesz tylko jeden taki dzień w swoim życiu. Postaraj się chociaż przez ten jeden dzień znaleźć na piedestale. Nie ma na myśli tego, żebyś wyglądała olśniewająco, ale żebyś czuła się najważniejsza. A najważniejsza osoba to taka, o którą wszyscy dbają. Będziesz miała jeszcze milion okazji do zadbania o innych. Organizując i planując swoje wesele, pamiętaj głównie o sobie!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *