calendar Wrzesień 2nd, 2010 by Zuza Kuczbajska

Koniec sezonu ślubnego już blisko, ale my nie zamierzamy próżnować. Ostatnio posypało się sporo pytań, kiedy znowu będzie Alternative Weddings. Zła wiadomość – nie w tym roku. Dobra wiadomość – planujemy kolejną edycję na wiosnę :) . A teraz zaczęliśmy szukać sponsorów i partnerów wydarzenia. Od nich zależy powodzenie imprezy!!!

Najbliższa edycja odbędzie się pod hasłem „Fashion&Design”. Chcemy zgromadzić wszystko co najlepsze, najwyższej jakości i oryginalne. Stroje, biżuterię, bieliznę, dodatki, obuwie, zaproszenia, dekoracje itp. Na miejscu będzie można zakupić produkty, nawiązać kontakt z projektantami, designerami i dekoratorami.

Będziecie zainteresowani?

Dodaj do:
  • RSS
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Twitter
calendar Sierpień 23rd, 2010 by Zuza Kuczbajska

Autor: Ania Pietruszka – Ślubna Pracownia Trójmiasto

Z Moniką i Kubą poznaliśmy się 1,5 roku temu. Bardzo zapracowani, zdecydowali się na zatrudnienie konsultanta, aby pomógł im zorganizować ten najważniejszy dzień. Mieli określone oczekiwania, wśród których najważniejszym było znalezienie jakiegoś wyjątkowego, niepowtarzalnego obiektu. Zaproponowałam kilka i spośród nich wybrali salę oddaloną kilkadziesiąt kilometrów od Trójmiasta. Niestety jedynym mankamentem tego obiektu jest brak w pobliżu bazy noclegowej, szczególnie, gdy w tym samym dniu w okolicy odbywało się kilka wesel.

Pokonałam setki kilometrów objeżdżając okoliczne miejscowości w poszukiwaniu noclegu dla gości, przeprowadziłam wiele rozmów telefonicznych i ciągle trwaliśmy w punkcie wyjścia. Niestety zanosiło się na to, że najbliższy nocleg będzie oddalony ponad 20 km od miejsca wesela. Dodatkową trudnością był dość ograniczony budżet Pary Młodej, więc nie mogłam opierać się na hotelach wyższej klasy. Ostatecznie znalazłam dla części gości nocleg w nowym pensjonacie, który miał być oddany do użytkowania na kilka miesięcy przed weselem. A gdzie położyć resztę gości?

Zdecydowałam się na wizytę w internacie szkolnym znajdującym się niedaleko. Wiadomo, że nie jest to obiekt hotelowy, ale jeżeli pokoje byłyby czyste a wspólne sanitariaty w odpowiednim stanie, to na tę jedną noc nie powinno być problemu. Młodzi na szczęście zgodzili się ze mną i ostatecznie zarezerwowaliśmy tam pokoje. Starszym gościom zapewniliśmy nocleg w pensjonacie, zaś młodszym nie sprawiało problemu, że prześpią tę noc w internacie.

Tak więc dwie lokalizacje na nocleg. Jak zorganizować to wszystko aby goście nie błądzili i na czas dotarli na wesele? Zdawałam sobie sprawę, że dwie koordynatorki nie są w stanie ogarnąć całości. Skorzystałam z pomocy pań, które kończyły prowadzony przeze mnie kurs na konsultantów ślubnych. Łącznie w dniu ślubu pracowało przy koordynacji 8 osób! Dwie koordynatorki nadzorowały uroczystość w kościele oraz wspólny wyjazd weselników w stronę sali weselnej.

Problem pojawił się jeszcze przed wyjazdem sprzed kościoła. Otrzymaliśmy informację, że obwodnica trójmiejska jest zablokowana a właśnie tą drogą miał przemieszczać się orszak weselny i taka trasa była podana na mapkach wręczonych gościom. Trzeba było natychmiast zmienić całą trasę i tak prowadzić orszak, aby nikt po drodze się nie zgubił. Dzięki staraniom koordynatorek wszystko przebiegło bez problemu.

Na miejscu wesela pozostałe koordynatorki nadzorowały przygotowania oraz wprowadzały w życie plan rozmieszczenia gości na pokojach. Przy ulicy wjazdowej do miejscowości został ustawiony tzw. punkt kontrolny. Każdy z podjeżdżających samochodów weselników był kierowany do odpowiedniej lokalizacji, zgodnie z planem rozmieszczenia gości na noclegach. W pensjonacie i internacie kolejne panie pomagały gościom przy zakwaterowaniu i dopilnowały, aby na określoną godzinę wszyscy trafili do sali weselnej.

Wspaniała organizacja znalazła duże uznanie w oczach zarówno Pary Młodej jak i wszystkich weselników.

Zadowolenie gości przełożyło się na wspaniały nastrój i genialną zabawę. Wszyscy tak świetnie się bawili, że nawet gdy wysiadł prąd i po dużych staraniach właścicieli lokalizacji udało nam się odzyskać tylko jedną fazę (mieliśmy jedynie światło ale nie było zasilania dla sprzętu DJ), to i tak wszyscy wspaniale się bawili, śpiewając i tańcząc.

Prądu nie było przez prawie godzinę, ale gdy następnego dnia rozmawialiśmy z gośćmi na temat wesela, nikt nie wspominał nawet o tym zdarzeniu :) .

A oto kilka fotek z wesela:

  • industrialny lokal, ujął Monikę i Kubę swoją wyjątkowością

  • początek wesela (fot. White Dreams)

  • zabawa na weselu była przednia (fot. White Dreams)

Zdjęcia z szalonej sesji plenerowej Moniki i Kuby znajdziecie na blogu fotografów.

Dodaj do:
  • RSS
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Twitter
calendar Sierpień 18th, 2010 by Zuza Kuczbajska

Autor: Ania Pietruszka – Ślubna Pracownia Trójmiasto

fot. Patrycja Sołtan Vision Studio

Przyszła Para Młoda zgłosiła się do nas ok. 20-go kwietnia br. mając już zarezerwowany termin w Urzędzie Miasta na dzień 4 czerwca. Wesele miało odbyć się w namiocie na plaży w Sopocie przy hotelu Sofitel Grand, ponieważ to właśnie ten hotel miał dostarczyć catering na uroczystość. Wesele odbywające się w Polsce miało być weselem francuskim, (¾ gości to Francuzi). Para Młoda oczekiwała francuskiego menu i kolorystyki dekoracji.

Niby nic trudnego gdyby nie to, że pozostało bardzo mało czasu a oczekiwania były dość duże. Tylko dzięki zaangażowaniu i ścisłej współpracy wielu firm a szczególnie dyrekcji i managerom Grand Hotelu udało się zorganizować wszystko na czas. Ktoś może zapytać się co tak trudnego jest w postawieniu namiotu i zrobieniu takiego wystroju? Tą trudnością jest SEZON NAD MORZEM.

Ciepły, słoneczny weekend, plaża pełna turystów, którzy bardzo chętnie zaglądali w każdy kąt, bynajmniej nie po to aby nam pomóc. Wyobraźcie więc sobie ekipę stawiającą namiot, która musi mieć oczy naokoło głowy aby nie zrobić nikomu krzywdy a przecież stawianie metalowej, ciężkiej konstrukcji wymaga skupienia i dokładności.

Tego typu namiot ma określone wymogi, a szczególnie na plaży: musi mieć stabilną podłogę, zrobione dojście łączące deptak z namiotem tak aby goście mogli dotrzeć na uroczystość bez konieczności zapadania się w piachu, musi mieć toaletę przyłączoną bezpośrednio do namiotu aby nie miały do niej dostępu osoby postronne. Cały teren wymagał ogrodzenia, żeby uniknąć wizyt nieproszonych gości podczas wesela.

Kolejnym problemem było samo dotarcie do plaży, na którą nie mają prawa wjazdu żadne samochody po godz. 9 rano. Tak więc panowie z firmy namiotowej zmuszeni byli przywieźć wszystkie elementy wcześnie rano dzień przed weselem. Niestety nie można było rozpocząć pracy wcześniej ze względu na cenę wynajmu tej plaży (dość wysoką za każdy dzień). Jak pracochłonne jest stawianie takiego namiotu na plaży wśród rzeszy turystów niech świadczy fakt, że namiot przekazano cateringowi i dekoratorom dopiero o godz. 15-tej w dniu wesela. Gotowy na przyjecie gości miał być o godz. 18-tej.

Całym przygotowaniom towarzyszyło duże napięcie i stres – czy zdążymy z wszystkim na czas? Kelnerzy dwoili się i troili aby wszystko było idealnie przygotowane, wykonywali swoją pracę tak aby przy tym nie przeszkadzać dekoratorom, którzy mieli równie trudne zadanie do wykonania biorąc pod uwagę czas, który nam pozostał.

Chyba nigdy nie zapomnę jak pomagałyśmy dekoratorom przebijać się przez tłumy turystów na odcinku ok. 200 metrów niosąc gotowe kompozycje kwiatowe. Nie mogłyśmy pozwolić sobie na żadne potknięcie aby piękne dekoracje nie wylądowały w piachu. Prawdziwa droga przez mękę.

Godzina 17.45 – WSZYSTKO GOTOWE, odetchnęliśmy z ulgą.

Ale to tylko jedno z utrudnień dot. tego ślubu i wesela. Jakież było moje zdziwienie i przerażenie kiedy dzwoniąc do urzędu pod koniec kwietnia dowiedziałam się, że żadnej rezerwacji dla tej pary nie mają. Nie są złożone potrzebne dokumenty, a para młoda nie była w ogóle w urzędzie. Nie było sensu dochodzić w jaki sposób doszło do takiej sytuacji. Musiałam szybko działać.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami minimalny okres oczekiwania na ślub od momentu złożenia dokumentów to jeden miesiąc i jeden dzień. Nam pozostało 37 dni. Sprawy nie upraszczał wybuch wulkanu na Islandii i odwołanie lotów na terenie Europy. Udało mi się przekonać urzędników aby, biorąc pod uwagę zaistniałą sytuację, przyjęli rezerwację tego terminu i wyrazili zgodę na dostarczenie na razie skanów dokumentów drogą mailową. Para Młoda musiała napisać prośbę o skrócenie okresu oczekiwania i ostatecznie udało im się dotrzeć do urzędu z oryginałami dokumentów dopiero w połowie maja. Ostatecznie ślub odbył się w sali narad urzędu w godzinach wieczornych bo sala ślubów była zajęta.

Po ślubie Państwo Młodzi i goście pojechali na plenerowy, poślubny bankiet zorganizowany przed hotelem.

Jak widzicie, życie konsultanta ślubnego nie jest łatwe. Często stajemy przed sytuacjami, które wydają się być bez wyjścia, a my staramy się je znaleźć, aby pomóc Parom Młodym.

Wesele w rezultacie było bardzo udane, wszystko funkcjonowało bez zarzutu.

Sami oceńcie jak wyglądał nasz namiot bankietowy.


Usłyszeliśmy dużo słów uznania od gości i wiele podziękowań od obsługi kelnerskiej za pomoc. Niestety, nie doczekaliśmy się ani jednego słowa podziękowania ze strony Pary Młodej.

Smutne, ale czasami i tak bywa.

Dodaj do:
  • RSS
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Twitter
calendar Sierpień 12th, 2010 by Zuza Kuczbajska

W tym sezonie, w dekoracjach ślubnych pojawił się nowy trend – papierowe ozdoby. Kilka osób bardzo mocno nas do tego przekonywało. Ja osobiście początkowo byłam sceptyczna. Ale mimo braku przekonania pokazaliśmy ten styl na Alternative Weddings.

Ostatecznie widać było to nam pisane. Przed chwilą uzmysłowiłam sobie, że na dwóch zorganizowanych przez nas w tym roku weselach, były właśnie dekoracje z papieru. I wyglądały świetnie.

Pogrzebałam trochę w sieci, za granicą takie dekoracje są dość popularne, nawet w bardzo komercyjnej branży odzieżowej np. witryna Bershka na lato 2010, a wcześniej Kenzo i Chanel. Co więcej, Chanel pokusiła się o taką stylizację pokazu kolekcji ślubnej Haute Couture 2009.

W sieci znalazłam kilka rewelacyjnych realizacji ślubno-weselnych.

Na szczęście w Polsce też mamy kilka świetnych przykładów wykorzystania dekoracji papierowych. Chyba najbardziej spektakularna są żurawie firmy ArtSize.

Po tym „krótkim” przeglądzie muszę stwierdzić, że papier daje olbrzymie możliwości i na prawdę można z niego wyczarować bajkowe klimaty. Tym samym zachęcam w imieniu całej Ślubnej Pracowni do tworzenia dekoracji ślubnych z papieru :) . Pamiętajcie, że nasi konsultanci ślubni zawsze chętnie służą radą oraz dzielą się kontaktami do osób, które wykonują takie cuda.

Dodaj do:
  • RSS
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Twitter
calendar Sierpień 10th, 2010 by Zuza Kuczbajska

Autor: Marzena Ramotowska — Ślubna Pracownia Olsztyn

Nasza przygoda z tą parą rozpoczęła się w tamtym roku w lutym, gdy po telefonie z USA wstępnie umówiliśmy się na spotkanie w maju w Olsztynie. Trwało to troszkę, gdyż Ewa i Iain właśnie byli w trakcie przeprowadzki z USA do Londynu, a stamtąd to już całkiem niedaleko, „rzut beretem” do Olsztyna :)

Już po pierwszym spotkaniu wiedziałam, że będzie to prawdziwe wyzwanie: wesele międzynarodowe, na ok. 200 osób, z czego połowa to goście anglojęzyczni. Wyzwanie to okazało się jeszcze większe niż myśleliśmy… w trakcie sobotnich przygotowań czekała na nas niestety niemiła niespodzianka, jaką zgotowała nam pogoda. Nad naszymi głowami przeszły nawałnice i burze, które w mgnieniu oka zniweczyły wszystkie przygotowania ceremonii zaślubin w plenerze i wesela w namiocie. „Zdmuchnęło” nam cały plener i wszystko ze stołów w namiocie, dosłownie chwilę po tym, jak poustawialiśmy winietki, menu, karty z nazwami, prezenty i dekorację. Jedna ze ścian namiotu pod wpływem ciężaru wody, jaka zgromadziła się w czasie deszczu, runęła. Mieliśmy ok. 2,5 godzin na odtworzenie wszystkiego co przygotowaliśmy przez dwa dni – w piątek i sobotę od rana.

Udało się … choć nie było łatwo, można powiedzieć, że dostaliśmy prawdziwą szkołę życia. Musieliśmy przenieść ceremonię zaślubin w zadaszone miejsce, do jednego z pomieszczeń Zespołu Pałacowego, gdyż nad wodospadem, gdzie początkowo miał się odbyć ślub, wszystko było przemoczone (zwłaszcza krzesła w śnieżnobiałych pokrowcach, których ochronę przed deszczem w postaci folii, nawałnica zdmuchnęła w jednej sekundzie). Wszędzie było błoto, kałuże etc.

Działać musieliśmy szybko, gdyż Państwu Młodym zależało, aby wszystko zostało zorganizowane na bardzo wysokim poziomie. Podczas kilkunastomiesięcznych przygotowań, Panna Młoda chętnie angażowała się w dopinanie najmniejszych szczegółów uroczystości, przy czym jej kreatywność i wysublimowany gust świetnie wtórowały całej organizacji. Zależało jej na tym, aby goście z zagranicy poznali naszą tradycję i zwyczaje, a zarazem zobaczyli jak piękna jest Polska. Miejsce, w którym odbyła się ceremonia zaślubin i wesele pokazywało znakomicie to piękno. Na każdym ze stołów umieszczone zostały karteczki z nazwami stołów z różnych najpiękniejszych miejsc w Polsce, wraz z ich zdjęciami, m.in. z Morskiego Oka, Puszczy Białowieskiej, Czarnej Hańczy etc. Oczywiście nie obyło się bez tradycji angielskich, jak na ślub i wesele polsko-angielskie przystało, takich jak: druhny i drużbowie (z ang. ushers), ubrani w jednakowe kreacje, różniące się w przypadku druhen jedynie kolorem sukien. Była „flower girl”, która razem z 2-letnim siostrzeńcem Panny Młodej przeszła środkiem na ceremonii zaślubin, chwilę przed tym, jak Panna Młoda ze swoim tatą ruszyła ku „ołtarzowi”. Tam oczywiście oczekiwał już Pan Młody. Tuż po ceremonii, na dziedzińcu Pałacu odbyło się „drinks receptions”, czyli około 2 godzinny bankiet z szampanem i mini kanapeczkami, który umilał, zresztą jak i uroczystość zaślubin, kwartet smyczkowy. Zapowiedzią plenerowego wesela pod namiotem był wystrzał z armaty na dziedzińcu Pałacu.

Po ślubie i bankiecie dj, zarówno w języku polskim i angielskim, zaprosił  gości do bajkowo udekorowanego namiotu weselnego, który znajdował się tuż za Pałacem. Dj, który notabene ukończył filologię angielską, znakomicie poprowadził imprezę w dwóch językach, tak, aby każdy z gości czuł się komfortowo. Jednocześnie był tłumaczem przemów, które zostały wygłoszone przez ojców Państwa Młodych, Świadka i przemowy Pana Młodego, który opowiedział wszystkim bardzo ciekawą historię dotyczącą poznania Panny Młodej…

Dekoracja namiotu była rzeczywiście bajkowa… z „sufitu” zwisały papierowe kwiaty, które w całości dodawały niespotykanego uroku, po bokach namiotu poustawialiśmy stojaki z żywymi kwiatami, które zostały podświetlone przez profesjonalną firmę oświetleniowo-nagłośnieniową. Natomiast na stołach gości i Państwa Młodych poustawiane zostały przepiękne kompozycje z żywych kwiatów, świetnie współgrające z resztą dekoracji, a zwłaszcza z girlandą znajdującą się za plecami Ewy i Iaina.

Również teren wokół namiotu został zaaranżowany tak, aby całość tworzyła niesamowity klimat. Podświetlone zostały drzewa, na niektórych z nich zawisły słoiczki, czerpiące światło z energii słonecznej, które również poustawialiśmy na specjalnie przygotowanych stolikach pod parasolami. Porozwieszane zostały również białe lampioniki ze świeczkami antykomarowymi, a wokół terenu porozstawialiśmy pochodnie bambusowe. Miały pełnić funkcję ochronną przed komarami, których rzeczywiście w ten dzień było mało, mimo tego, że w piątek, w trakcie przygotowań, dawały nam się nieźle we znaki.

Wnętrze namiotu zostało zaaranżowane światłem. Nieskończona ilość kolorowych światełek oświetlała nie tylko parkiet, część gastronomiczną namiotu, jak i scenę, na której odbył się dwugodzinny koncert „Zbigiband” – gwiazdy wieczoru, ale również teren wokół namiotu i dziedziniec Pałacu, na którym odbyły się mini oczepiny. O północy Państwo Młodzi rzucili bukietem i muszką z dwóch okien znajdujących się na pierwszym piętrze Pałacu w kierunku stojących pod nimi panien i kawalerów. Następnie goście zostali poproszeni do przejścia w bezpieczne miejsce, gdzie można by było puścić w niebo balony szczęścia – Ufo Balloons. Jednak pogoda i w tym momencie postanowiła popsuć nam plany. Wiatr był tak silny, że pierwszy balon zamiast do góry pofrunął w bok, więc woleliśmy nie igrać z żywym ogniem.


Reasumując, Państwo Młodzi, jak i goście byli zachwyceni, a całość określili mianem „bajkowy ślub i wesele, którego nigdy nie zapomną”. Natomiast goście – głównie Anglicy, podchodzili do nas i gratulowali, mówili „good job”. Chyba dlatego, że widzieli co się działo w ciągu dnia i wyglądało na to, że nic już się nie da zrobić.

Ale najlepszą nagrodą za nasz wysiłek były oficjalne podziękowania Państwa Młodych w trakcie przemów i ich słowa po weselu: „Może kiedyś wrócimy w to samo miejsce by odnowić przysięgę, kto wie? Może wtedy pogoda będzie sprzyjać. Wszyscy nasi przyjaciele szalenie zachłysnęli się Polską i nie mogą się doczekać by wrócić. Wielu z nich powiedziało nam w sekrecie, że był to najwspanialszy ślub/wesele na jakim byli. Naprawdę uważamy nasze wesele za olbrzymi sukces, zarówno my, jak i goście wspaniale się bawili”:)

Dodaj do:
  • RSS
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Twitter
calendar Sierpień 9th, 2010 by Zuza Kuczbajska

Z Agnieszką i Danielem współpracowaliśmy prawie 1,5 roku. Wisiało nad nami jakieś fatum. Przez prawie 9 miesięcy nie mogliśmy wybrać lokalu na wesele. Wciąż los rzucał nam kłody pod nogi. W końcu po wielu miesiącach walki, negocjacji i niespodziewanych zwrotów akcji zdecydowaliśmy się na bardzo awangardowy lokal, utrzymany w industrialnym, loftowym klimacie. Wybór był dość kontrowersyjny, zwłaszcza dla rodzin Państwa Młodych. Jak się jednak okazało – to był strzał w dziesiątkę, aby stworzyć niezwykły, niespotykany wcześniej klimat. Z dala od atmosfery hotelu, domu weselnego czy klasycznej restauracji.

Agnieszka wraz ze swoimi rodzicami – architektami, wysoko postawili poprzeczkę w kwestii dekoracji. Miało być nietypowo, nowocześnie, a jednocześnie delikatnie, tak aby oddać ducha niezwykle romantycznej miłości Państwa Młodych. Z kolei rodzice Daniela – restauratorzy, bardzo uważnie śledzili nasze poczynania podczas wyboru cateringu, aktywnie doradzając w kwestiach menu weselnego i ze szczególną uwagą degustując proponowane dania. Zadbali również o suto zastawiony stół wiejski.

W naszej ocenie (ale również jednych i drugich rodziców, gości weselnych, a zwłaszcza Nowożeńców), koordynatorzy Ślubnej Pracownia i nasi podwykonawcy sprostali wyzwaniom :) . Serdecznie Wam dziękujemy, że tak dobrze i z pełnym zaangażowaniem wykonaliście swoją pracę.

Nasi dekoratorzy, po burzy mózgów odbytej wraz z nami, Danielem, Agnieszką i jej rodzicami, zdecydowali się na ręczną, wręcz „koronkową” robotę. Dekoracja sali miała składać się z finezyjnych ozdób, imitujących chmury latających motyli. Ten motyw idealnie nawiązał do uczucia, jakim darzą się Agnieszka i Daniel – miłości pełnej podekscytowania i wzajemnego uwielbienia.

Drugim ważnym punktem było drzewo życzeń – specjalnie na tę okazję wycięte z ogrodu rodziców Agnieszki :) . Zawiesiliśmy na nim szklane kule z tealightami, które od początku wesela niezwykle ciekawiły gości. Po uroczystej kolacji dj odkrył tajemnicę tej dekoracji. Pod drzewem znajdował się kosz z karteczkami, na których goście mogli wypisać swoje życzenia dla Nowożeńców i zawiesić je na gałęziach.

Jak rzadko nasi Państwo Młodzi oraz ich rodzice, byli bardzo zaangażowani w aranżowanie sali. To z ich inicjatywy i dzięki ich własnej pracy powstał oryginalny kolaż zdjęć z fragmentów twarzy Agnieszki i Daniela, który stanowił dekorację za plecami Nowożeńców. Nasi Klienci zadbali również o pozostałe zdjęcia, wiszące w chill out roomie, a rodzice o efektowne oświetlenie całej sali.

Jako niespodziankę, rodzice Agnieszki zamówili dodatkowo białego konia, którego wypatrzyli na zdjęciach z innego organizowanego przez nas wesela. Również tym razem koń, stał się niezwykłą atrakcją. Oczywiście szybko został ujeżdżony i „aktywnie” uczestniczył w zabawach weselnych :) .

Wesele trwało do 5 rano. Dj tak rozkręcił gości, że nie uniknęliśmy tańców na barze :) .


Dodaj do:
  • RSS
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Twitter
calendar Sierpień 2nd, 2010 by Zuza Kuczbajska

Autor: Marzena Ramotowska – Ślubna Pracownia Olsztyn

Monika i Krzysztof zgłosili się do nas 3 miesiące przed planowaną uroczystością. Pomyśleliśmy wtedy – „mało czasu”. Tym bardziej, że Państwo Młodzi chcieli, aby uroczystość miała awangardowy, nietradycyjny charakter. Jednak już na kolejnym spotkaniu wiedzieliśmy, że mimo upływającego nieubłaganie czasu poradzimy sobie ze wszystkim, ponieważ Monika i Krzysztof to osoby konkretne. Choć nigdy wcześniej nie zastanawiali się nad tym jak ma wyglądać ich ślub i wesele, nauczeni doświadczeniem wielu wesel swoich znajomych, wiedzieli, jak nie chcą, żeby ich wesele wyglądało. A to wystarczyło, aby stworzyć idealny zarys uroczystości.

Awangardowość, o której wspomniałam można już było zauważyć w strojach Państwa Młodych. Panna Młoda była ubrana w krótką, białą, nietradycyjną sukienkę.  Nie mniej świetnie skomponowaną z dodatkami: paskiem i butami w kolorze garnituru Pana Młodego, krótkimi rękawiczkami i przepiękną ozdobą na włosy z woalem, który przykrywał twarz Moniki podczas ceremonii w kościele. Natomiast Pan Młody po ceremonii i pierwszym tańcu zamienił eleganckie pantofle na śnieżno białe trampki, które bardzo ciekawie wyglądały w zestawieniu z garniturem. :)

Ceremonię umilał saksofon, a w momencie, gdy Państwo Młodzi odwrócili się do siebie po wypowiedzianej przysiędze, saksofonista zagrał ich ulubioną piosenkę: „All we need is love” :) Przez całą mszę nad głowami gości fruwały gołębie i choć nie była to atrakcja zaplanowana, nie mniej jednak dodawała ceremonii dużego uroku.

Wesele w klimacie retro – zarówno wystrój restauracji, jak i piękna dekoracja z żywych kwiatów – rozpoczęło się toastem szampanem z truskawkami, jak na tę porę roku przystało.

Na ścianach porozwieszane zostały wielkoformatowe – czarno-białe i w sepii – zdjęcia Państwa Młodych z ich wspólnego życia przed ślubem. A oprawą muzyczną wesela zajął się dj, który tak rozkręcił imprezę, że goście tańczyli na parkiecie do 6 rano.

Wśród atrakcji kulinarnych, oprócz pięknie udekorowanego storczykami, pysznego tortu, była również fontanna alkoholowa, do której goście bardzo chętnie podchodzili i kosztowali specjalnie przyrządzonego w niej ponczu.

A „na deser” … zostały zrobione przez fotografa zdjęcia portretowe gości przy użyciu śmiesznych rekwizytów, tak jak: maski, kapelusze, mini gitary etc., których zadaniem będzie ozdobienie wpisów z życzeniami w księdze gości…

Fotografie z logo Goldyn Fotografika wykonał Piotr Gołdyn.

Dodaj do:
  • RSS
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Twitter
calendar Lipiec 30th, 2010 by Zuza Kuczbajska

Międzynarodowe śluby zawsze są ciekawe i stanowią wyzwanie organizacyjne. Panią Ewę spotkaliśmy w zeszłym roku. Uczestniczyliśmy wtedy w Workshopie Weselnym, zorganizowanym w jednej z warszawskich restauracji. Warsztaty cieszyły się umiarkowanym zainteresowaniem. Tym bardziej miło nas zaskoczyła sytuacja, gdy kilka miesięcy później odezwała się do nas jedna zainteresowana osoba. Pani Ewa całkowicie przypadkowo znalazła się w tamtą sobotę w pobliżu restauracji. Planując ślub swojej córki, która na stałe przebywa we Francji, z ciekawości wstąpiła na workshop. Przeprowadziliśmy długą rozmowę, niestety potem kontakt się urwał. Kilka miesięcy później Pani Ewa znów pojawiła się w Polsce, tym  razem przyjechali również  Agata i Alain. Umówiliśmy się na spotkanie.

Nasi Klienci zaplanowali elegancki ślub w USC na Starym Mieście, wraz z bankietem dla wszystkich zaproszonych na ceremonię gości. Następnie grupa najbliższych przyjaciół i rodziny miała w ślubnym kordonie przejechać na miejsce wesela.

Pannie Młodej bardzo zależało na pokazaniu francuskim gościom tradycji i zwyczajów panujących na polskich weselach. Dlatego na miejsce uroczystości wybrała szlachecki dworek leżący pod Warszawą, otoczony dużym ogrodem. Wraz z dj’em zaproponowaliśmy kilka tradycyjnych zabaw oczepinowych. Aby Francuzi mogli dokładnie zapoznać się z naszymi zwyczajami, na weselu pojawiła się tłumaczka polsko-francuska, która tłumaczyła gościom znaczenie powitania chlebem i solą, okrzyków „gorzko, gorzko” i innych typowo polskich zachowań. Ponadto współprowadziła wesele wraz z dj’em, dbając aby francuscy goście czuli się w pełni komfortowo.

W dekoracjach przeważały tonacje pastelowe. Róże i fiolety świetnie współgrały z wystrojem dworku. Stoły zostały ukwiecone romantycznymi bukietami i świecznikami z kryształkami. Na zewnątrz dworku delikatnie ustroiliśmy ganek, na którym odbyło się powitanie Państwa Młodych oraz pamiątkowe zdjęcie wszystkich gości. Z tyłu, na tarasie, ustawiliśmy stoliki i lampiony dla palaczy.

Wnętrze dworku zostało dodatkowo zaaranżowane światłem. Kolorowymi ledami oświetliliśmy nie tylko parkiet, ale również salę konsumpcyjną. Ponadto w sali tanecznej dj zawiesił światło dyskotekowe, aby nadać strojnemu wnętrzu bardziej imprezowy charakter.

Na weselu nie zabrakło również atrakcji.  Z kulinarnych przysmaków była fontanna czekoladowa. Ale hitem wesela, który na pewno na lata zostanie w pamięci gości były lampiony życzeń. Około godziny 22 dj poprosił gości, aby wzięli do ręki flamastry i długopisy, i na przygotowanych papierowych lampionach napisali życzenia dla Pary Młodej. Wszyscy od razu zabrali się do dzieła, aż ku naszemu zaskoczeniu, w którymś momencie utworzyła się kolejka :) . Kiedy wszyscy goście opisali swoje lampiony wyszliśmy przed dworek.

Pierwszy raz na organizowanym przez nas weselu była taka atrakcja, więc mieliśmy trochę stresu. W końcu przyszedł czas na odpalenie latarni, czyli zabawę żywym ogniem. Na szczęście goście bardzo sprawnie i w pełni bezpiecznie podopalali lampiony. Ta atrakcja niezwykle zintegrowała gości. Wszyscy, po wypuszczeniu ostatnich dwóch lampionów w kształcie serca – symbolizujących miłość Nowożeńców, objęli się i przez kilkanaście minut obserwowali jak światełka powoli unoszą się, i znikają w bezkresach nocnego nieba.

Dodaj do:
  • RSS
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Twitter
calendar Lipiec 13th, 2010 by Zuza Kuczbajska

Ania i Wojtek oczekiwali czegoś wyjątkowego. Na wesele chcieli zaprosić około 180 gości. Miało być niestandardowo, awangardowo. Hotele, domy weselne, sale bankietowe – odpadały w pierwszej kolejności. Jednogłośna decyzja o miejscu zapadła po odwiedzeniu fortu położonego blisko Starego Miasta w Warszawie. Wtedy Ania i Wojtek umówili się z nami na spotkanie. Znali już Ślubną Pracownię z opowieści znajomej z pracy, która była naszą klientką dwa lata temu. Na spotkaniu od razu udało nam się nawiązać nić porozumienia. Ponadto mieliśmy już doświadczenie we współpracy z wybranym lokalem, więc Państwo Młodzi mogli mieć pewność, że przekazują organizację wesela w dobre ręce.

Ślub odbył się w kościele na Starówce. Dodatkową dekorację kościoła ograniczyliśmy jedynie do rozłożenia białego dywanu i wysypania czerwonych płatków róż. Sam ślub miał niezwykły przebieg dzięki znajomym artystom Państwa Młodych, którzy zajęli się oprawą muzyczną mszy, czytaniami. Przy wyjściu z kościoła Nowożeńcy zostali obsypani deszczem płatków róż. Podczas życzeń czas umilało trio jazzowe.

Po ślubie część gości udała się spacerem przez Starówkę i Nowe Miasto do fortu, a Nowożeńcy przejechali zabytkową Corvettą w obstawie harleyowców. Na dziedzińcu fortu ustawione zostały okrągłe stoliki i stół prezydialny dla Państwa Młodych. Tuż obok bufety. Wewnętrzne korytarze budynku zaaranżowaliśmy na chillout room i palarnię. Proste, ale jednocześnie romantyczne dekoracje stołów zostały zrobione z różowych peonii. Dla każdego z gości wydrukowaliśmy personalizowanie menu. Na okładce umieściliśmy zdjęcie Nowożeńców, zrobione na sesji narzeczeńskiej, oraz nazwisko gościa. Dzięki temu, menu jednocześnie spełniało funkcję karty dań i winietki.

Po konsultacjach z właścicielem obiektu, zdecydowaliśmy się na bardzo zróżnicowane menu. Była elegancka serwowana kolacja, bufety śródziemnomorskie ale też wiejski stół. Na ciepło zarówno grecka musaka, jak również pieczony prosiak. Dania typowo polskie oraz kuchnia europejska. Dla każdego coś dobrego. Niestandardowo, bo o godzinie pierwszej w nocy, został podany tort weselny. Wielkie, kilkupiętrowe, a przede wszystkim bardzo smaczne dzieło cukierni jednego z warszawskich, 5-gwiazdkowych hoteli. Wykończenie tortu świetnie wpisało się w klimat fortu, zewnętrzną strukturą nawiązując do surowych ścian. Oczywiście tort udekorowany został różowymi peoniami.

Oprawą muzyczną wesela zajął się jeden z lepszych warszawskich zespołów coverowych. Żywiołowa muzyka, scena, koncertowe oświetlenie, świetne nagłośnienie sprawiły, że goście mogli chwilowo poczuć się jak na rewelacyjnym koncercie. Zabawa trwała do 6 rano. Wprawdzie zespół skończył grać około 3, ale do końca klimat podkręcał dj.

Dodaj do:
  • RSS
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Twitter
calendar Lipiec 1st, 2010 by Zuza Kuczbajska

Autor: Ślubna Pracownia Śląsk

Zaczęło się przed laty, całkiem niewinnie, od wakacyjnych wyjazdów w gronie przyjaciół…. Niewielka, mało znana miejscowość w okolicach Szibenika miała w sobie wszystko to, co oferuje Dalmacja, a więc piękne krajobrazy, błękitne morze, bliskość miast i miasteczek z jarmarkami i portami pełnymi łodzi, przepełnionymi artystyczną atmosferą, krętymi uliczkami, oraz tym specyficznym powiewem historii, który tak przyciąga turystów. Czyli stuprocentowy romantyzm… Z drugiej strony miejsce to miało sielankowy i kameralny charakter, gdyż było dostępne tylko dla wtajemniczonych, śmiało można powiedzieć stałych bywalców. Spotykali się tu mieszkańcy zwłaszcza środkowej i południowej Europy, mogący liczyć zawsze na życzliwość i pomoc gospodarzy. Często te znajomości przeradzały się w przyjaźnie i odwiedziny w różnych zakątkach Europy.

No i oczywiście w tym wszystkim zaprzyjaźnione rodzinki z dzieciakami

Ewa i Mateusz

i ich nieustające wygłupy i własne ścieżki. Dla nich zwykła zabawa, dla rodziców – lawina stresu.

Później doszły obozy i wyjazdy na narty (już bez rodziców) i ten ciągły wzrost niezależności, której rozmiarów nikt z nas się nie spodziewał.

No i proszę, mamy parę idącą własną drogą, odrzucającą wszystko co standardowe i opatrzone, posiadającą własny styl i nie zwracającą uwagi na to, czy akceptuje to reszta świata. Nie jest to jednak przekraczanie wszelkich granic…

i…


i jeszcze…

oraz…


Zdjęcia: Dariusz Kuźma, stylizacja: Agnieszka Wyderka – Dyjecińska.

Dodaj do:
  • RSS
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Twitter